RSS
czwartek, 22 stycznia 2009
Samozapłon!


Od wielu lat ludzie próbują wyjaśnić zjawisko samozapłonów .. bajka czy prawda .. sam oceń. ;)

Możliwość stanięcia w jednej chwili w płomieniach, bez żadnego konkretnego powodu, wydaje się naprawdę niewiarygodna, podobnie jak wiele innych tego typu zagadek. Jednak takie rzeczy zdarzają się od dawna. Ponadto zjawiskom tym towarzyszą naprawdę niesamowite okoliczności. Są też jednymi z najbardziej niezrozumiałych i groźnych. Próbowano stworzyć wiele teorii na ten temat. Mimo to starania te okazały się bezskuteczne.

Pierwsze poważne badania na temat samozapłonów rozpoczęto w 1725 gdy to Oberżysta Jean Millet został oskarżony o zamordowanie własnej zony .. znaleziono ja w sypialni całkowicie spalona .. ale jedno było najdziwniejsze dlaczego wokół ofiary nic nie zostało spalone .. a ofiara przed wydarzeniem nigdzie nie wychodziła .? doktor  Le Cat'ow przekonał sąd iż, nastąpiło zjawisko samozapłonu w skutek czego ofiara została doszczętnie spalona poprzez nadużywanie alkoholu. Jednak hipoteza ta była jedynie bezskuteczną próbą wyjaśnienia paranormalnego zjawiska. ...

Drugie takie wydarzenie miało miejsce 4 kwietnia 1731 r w Cesenie w pobliżu Werony.Hrabina Cornelia Bandi jako druga ofiara uległa samozapłonowi.Rozsypała się w popiół w pobliżu własnego łóżka. Znaleziono tylko nogi, do połowy spaloną głowę i trochę mazistego popiołu. Ogień nie wyrządził innych szkód. Podłogę pokrywała maź, przypominająca czarny tłuszcz. Z parapetu ściekała gęsta, żółtawa i cuchnąca ciecz. Osad przywarł również do ścian i sufitu.Za przyczynę tego zjawiska podano nacieranie skóry spirytusem kamforowym.Mówiono ze hrabina nie żałowała sobie tez alkoholu.Samo zapłon zaczęto wiązać również z kara boska za nadużywanie napojów wyskokowych. ...

Jedynym człowiekiem, który przeżył atak samozapalenia, był profesor matematyki James Hamilton z uniwersytetu Nashvill. 5 lipca 1835 stojąc przed własnym domem poczuł piekący ból w lewej nodze. Spostrzegł płomień długości kilku centymetrów, który wydobywał się z jego ciała. Uderzając w nogę próbował zgasić ogień, który nadal płonął z jednakową intensywnością. Jednak profesor, jako osoba posiadająca naukową wiedzę, odciął dopływ tlenu przykrywając ogień rękoma. Dzięki temu uniknął śmierci w płomieniach, której nie uniknęli inni ludzie ulegający samozapaleniu. ...

18 września 1952 roku odlewnik Glen Denney z Luizjany chciał popełnić samobójstwo. Przeciął sobie tętnice na nogach i rękach. Jednak gdy znaleziono jego ciało stało ono w ogniu. Poza nim w pomieszczeniu nie paliły się inne przedmioty. Po badaniach nie odnaleziono żadnych substancji łatwopalnych w jego pobliżu. Trudno ponadto byłoby mu się podpalić mając poprzecinane tętnice...Podobnie było z Billym Petersonem, który próbował zaczadzić się w garażu. Jednak na ciele odnaleziono głębokie oparzenia, a niektóre części ciała spaliły się doszczętnie. Jego ubranie pozostało nienaruszone. Niektórzy wiążą samospalenie z wzrostem natężenia pola magnetycznego. Dowiedziono, że pole magnetyczne wywiera wpływ na immunobiologię szczurów i myszy. Po poddaniu gryzoni jego działaniu ich odporność na mikroby znacznie zmalała. Być może ludzie pod wpływem wyższego pola stają się bardziej podatni na samospalenie. ...

Przez cały czas rodzą się kolejne pytania. Jak dotąd nie uzyskano na nie zadowalającej odpowiedzi. Być może nie ulegamy wszyscy samospaleniu dzięki wrodzonej odporności. Niektórzy jej nie posiadają lub tracą i dlatego giną w płomieniach. Możliwe, że wiąże się to z siłami parapsychologicznymi niektórych ludzi. Podobnie jak telekineza czy telepatia, samozapalenie jest wywoływane przez nasze umysły. Przecież wykorzystujemy na co dzień zaledwie 10% naszego mózgu. Niepoznanie są inne nasze umiejętności. Być może posiadamy zdolności o jakich się nikomu nie śniło.

 

To zdjęcie przedstawia szczątki kobiety (widać po budowie nóg) zostały tylko kończyny dolne...

11:01, blade221
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 grudnia 2008
Doniesienie!!!

o jest niewątpliwie jedna z najbardziej oryginalnych przepowiedni, które dotyczą losu Polski. Jej autorem jest nieźyjący juź jasnowidz, mieszkaniec Kłodzka, Filip Fediuk.

Przez mieszkańców był nazywany pieszczotliwie „Filipkiem”. Niepozorny, trochę zamknięty w sobie. Znany był z tego, źe pomagał ludziom I bezbłędnie wskazywał choroby, na które cierpieli ludzie, którzy do niego przychodzili.

Miejscowi opowiadają historię, kiedy to kobieta niosła dla Filipka podarunek w postaci jajek. Kiedy w ostatniej chwili zdecydowała się ukryć te jajka przy drodze i nie dać ich jasnowidzowi, ten na poźegnanie rzucił jakby od niechcenia „nie zapomnij wziąć tych jajek, które schowałaś”. Takich historii było wiele.

Takich lokalnych jasnowidzów ma prawie kaźda polska gmina, ale ten jeden był wyjątkowy. Jego postać jest interesująca ze względu na dość oryginalną przepowiednię. O sprawie dość obszernie pisały lokalne gazety, w tym Nieznany Świat.

Na czym polegała ta przepowiednia?


Kiedyś w obecności świadków Filipek powiedział intrygujące zdanie:

„Kiedy spotkają się trzy siódemki, wtedy ogromna powódź przyjdzie, a lew kłodzki napije się wody”

Wszyscy chyba pamiętamy powódź tysiąclecia z lipca 1997 roku. Spotkały się trzy siódemki - powtarzali sobie ludzie w Kłodzku, ale jakie było ich zdziwienie gdy ujrzeli, że poziom wody w zalanym mieście sięgają dokładnie... płaskorzeźby przedstawiającej wilka na jednej z kłodzkiej kamienic, przy restauracji Wilcza Jama!!!

Okazało się jednak, że świadkowie słów Filipka mówili, źe przepowiednia o trzech siódemkach była tylko częścią tego, co powiedział jasnowidz. Pełna wersja brzmiała następująco:

„KIEDY SPOTKAJĄ SIĘ TRZY SIÓDEMKI KATAKLIZM PRZYJDZIE - WÓWCZAS I WILK SIĘ WODY W KłODZKU NAPIJE. ALE OSTATECZNY POTOP NADEJDZIE GDY TRZY DZIEWIĄTKI STANĄ OBOK SIEBIE, bo I LEW KłODZKI PYSK W WODZIE UMOCZY...”

Pierwsza część sprawdziła się co do joty. 7 lipca 1997 roku woda podeszła do płaskorzeźby wilka. Druga część przepowiedni jest o wiele bardziej niepokojąca, gdyż dotyczy wydarzeń w przyszłości. Trzy dziewiątki spotkają się bowiem 9 września 2009 roku. Jeśli będzie tak, jak napisał jasnowidz i istotnie woda podejdzie pod „Kłodzkiego Lwa”, wtedy będziemy mieli do czynienia z iście biblijnym potopem. Dlaczego? Figurka lwa jest bowiem… 30 metrów powyżej kłodzkiego wilka! O tym, jaka to mogłaby być powódź, nawet nie ma sensu pisać.

Poprosiliśmy Janka Rosę o wykonanie zdjęć w Kłodzku, które prezentujemy poniźej. Sprawa owej przepowiedni jest doskonale znana i jest na jej temat sporo publikacji. Współpracujący z FN producent telewizyjny bardzo się tą sprawą zainteresował i zamiast tekstu o źyciu „Filipka” postaramy się zamieścić reportaź telewizyjny zawierający wypowiedzi świadków pamiętających zarówno jasnowidza, jak i jego zdumiewającą przepowiednię.


Źródło: http://nautilus.org.pl/

13:48, blade221
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 grudnia 2008
Mamy Forum...
Ostatnimi czasy pomyślałem że przydało by się nam forum i postanowiłem takowe stworzyć a oto adres : http://forumek.pl/Zjawiska_Paranormalne/ lub http://Zjawiska_Paranormalne.forumek.pl//
możecie zadawać wszelkie pytania związane z blogiem i zjawiskami paranormalnymi a ja na nie odpowiem. ZAPRASZAM!
19:20, blade221
Link Dodaj komentarz »
Sygnał od obcych...

Rozmowa z najsłynniejszym łowcą planet prof. Geoffreyem W. Marcym z University of California w Berkeley

Jeżeli doszłoby do odkrycia obcych, byłoby to największe wyzwanie dla międzynarodowych organizacji politycznych i najważniejszy test na naszą inteligencję.

Piotr Majewski: Znamy już ponad 300 planet poza Układem Słonecznym. Astronomowie ekscytują się odkryciami kolejnych, ale przeciętny zjadacz chleba zadaje sobie pytanie: i cóż z tego wynika?

Prof. Geoffrey Marcy: Pewnie każdy myślący człowiek przynajmniej raz w życiu zastanawiał się, czy wokół innych gwiazd są planety podobne do tych, które tworzą nasz system planetarny. Do niedawna mogliśmy uważać, że Układ Słoneczny jest czymś wyjątkowym we Wszechświecie. Odkrycie, iż tak nie jest, uważam za jedno z najdonioślejszych osiągnięć astronomii. Dziś zatem stawiamy sobie pytanie: czy we Wszechświecie są miejsca, gdzie może istnieć życie, jakie znamy na Ziemi? Odpowiedź twierdząca mogłaby wiele zmienić w naszym życiu.

Jest pan światowym liderem pod względem liczby znalezionych planet pozasłonecznych. Które odkrycie uznaje pan za najważniejsze?

Najciekawszy wydaje mi się system zwany 55 Cancri. Jego nazwa pochodzi od gwiazdy w konstelacji Raka, w sprzyjających warunkach widocznej nawet gołym okiem. Większość pozasłonecznych planet występuje pojedynczo, a w tym wypadku mamy ich pięć – okrążających macierzystą gwiazdę, której wielkość, masa i temperatura są bardzo zbliżone do naszego Słońca. Pierwsza planeta obiega gwiazdę w zaledwie dwa dni – tamtejszy rok trwa więc 48 godzin! Z kolei najdalsza jest jak nasz Jowisz – to gazowy olbrzym, złożony głównie z helu i wodoru. Wszystkie one podążają w tę samą stronę.

Nasze ostatnie odkrycie związane z 55 Cancri jeszcze bardziej upodabnia ten system do tego, co znamy z naszego podwórka: otóż między planetami czwartą i piątą istnieje duża przerwa, do złudzenia przypominająca przestrzeń między Marsem a Jowiszem. Wiemy, że w Układzie Słonecznym w tym miejscu występują liczne planetoidy. Wprawdzie na razie nie potrafimy zweryfikować naszych przypuszczeń, ale wyobraźnia podpowiada, że również w systemie 55 Cancri mogą być drobne skaliste ciała. Niewykluczone też, że wspomniany pas zajmuje jeden skalisty glob wielkości Ziemi. Możliwe także, iż zamiast jednej planety mamy do czynienia z kilkoma mniejszymi – wielkości naszego Księżyca. Zbadanie tej zagadki będzie prawdziwym wyzwaniem dla kolejnych generacji uczonych oraz konstruktorów teleskopów. Poszukujemy przecież drugiej Ziemi, a 55 Cancri wygląda pod tym względem całkiem obiecująco.

W 1995 r. pan i Paul Butler, pański przyjaciel, odkryliście waszą pierwszą ekstrasolarną planetę. Do tego momentu wasze poszukiwania były traktowane przez astronomów jako hobby z pogranicza science fiction.

Gdy w latach 80. postanowiłem szukać planet, moi starsi koledzy znacząco pukali się w czoło, pytając: jak chcesz dostrzec małe obiekty, leżące w odległości dziesiątek i setek lat świetlnych od nas, skoro nie świecą samoistnie, a na dodatek odbijane przez nie światło ginie w oślepiającym blasku ich własnych słońc? Z Paulem Butlerem uparliśmy się jednak i zaczęliśmy od doskonalenia technik obserwacyjnych. Z naszym programem wystartowaliśmy w 1986 r., zatem na sukces przyszło nam długo czekać. Pamiętam doskonale ten dzień – to był sobotni poranek, 30 grudnia 1995 r. Zadzwonił Paul – wówczas jeszcze mój student – i wykrztusił tylko jedno zdanie: Natychmiast przyjedź do instytutu. Kiedy dotarłem na miejsce, blady z przejęcia Paul wpatrywał się w monitor, na którym widniał rodzaj odcisku palca dalekiej planety. Wyśledziliśmy ją wokół gwiazdy 70 Virginis. Odkrycia dokonaliśmy na podstawie jej dziwnego zachowania: mówiąc kolokwialnie – chwiała się. Wysnuliśmy z tego wniosek, że musi mieć masywnego towarzysza, który zaburza jej stabilność. To była planeta okrążająca swe słońce w 116 dni. Okazało się, że mieliśmy rację.

Większość znanych planet pozasłonecznych okrąża swe gwiazdy w zaledwie kilka dni, zatem nie ma możliwości, żeby powstało tam życie w postaci znanej na Ziemi. Jednak planeta wokół 70 Virginis krąży dużo dalej od swego słońca. Czy na niej mogą panować warunki sprzyjające życiu?

Krótko po ogłoszeniu odkrycia w euforii kreśliłem wizję planety, na której panuje temperatura nieco poniżej punktu wrzenia wody. Brzmiało to optymistycznie, bo na Ziemi znamy przecież bakterie termofilne żyjące w gorących źródłach. Teraz muszę dodać, że mamy do czynienia z planetą jak nasz Jowisz, ale ponad siedem razy od niego większą! To gigantyczna kula helu i wodoru, prawdopodobnie bez stałej powierzchni. W takich warunkach woda może wprawdzie występować w postaci chmur i mgły, ale trudno wyobrazić sobie istnienie tam jezior czy oceanów. Jeżeli zakładamy, że trwałe zbiorniki wody są najlepszym środowiskiem dla narodzin i rozwoju żywych organizmów, to planeta 70 Virginis b do tego się nie nadaje.

W 1999 r. odkrył pan pierwszy system złożony z kilku planet, a w 2005 r. Polak Maciej Konacki zadziwił świat znalezieniem planety w potrójnym układzie gwiazd – tam, gdzie teoretycy wykluczali jej istnienie.

Kiedy patrzymy na rozgwieżdżone niebo, na Drogę Mleczną, musimy mieć świadomość, że dwie trzecie z obserwowanych przez nas gwiazd występuje w parach lub większej liczbie. Zatem prawdopodobnie tylko w naszej Galaktyce istnieją setki miliardów planet! To ogromnie zwiększa szansę natrafienia na glob podobny do Ziemi. Po pierwszych odkryciach sądziliśmy, że pozasłoneczne planety są czymś wyjątkowym. Znalezienie w 1992 r. przez prof. Aleksandra Wolszczana skalistych ciał krążących wokół pulsara przekonało nas, że nawet w sąsiedztwie martwej gwiazdy może istnieć układ planetarny. Myślę, że czeka nas jeszcze wiele niespodzianek. Spodziewam się, że przyjdą one wraz z udoskonaleniem teleskopów, które pozwolą obserwować planety typu ziemskiego.

Ile czasu zajmie ich zbudowanie?

Właściwie już się pojawiają. Dla przykładu: Francja wystrzeliła niedawno orbitalny teleskop zwany COROT. Jednym z jego zadań jest obserwowanie światła gwiazd za pomocą precyzyjnych instrumentów, zdolnych do wykrycia nawet nieznacznego spadku jasności gwiazdy. Takie zjawisko może wywołać niewielki skalisty obiekt przechodzący na tle swego słońca. Na podobnej zasadzie działać będzie sonda Kepler, przygotowywana do wysłania na orbitę w marcu przyszłego roku. Ma obserwować 100 tys. gwiazd, podczas gdy COROT zaledwie kilka tysięcy. Niewykluczone zatem, że na pierwszą planetę podobną do Ziemi natrafimy już za dwa–trzy lata. W planach mamy już kolejne projekty instrumentów orbitalnych, dzięki którym mamy nadzieję uzyskać zdjęcia planet poza Układem Słonecznym.

Czy planowana w najbliższej dekadzie Space Interferometry Mission podoła temu wyzwaniu?

Sama misja jest już wyzwaniem. Pierwszy raz w dziejach poślemy w kosmos nie jeden, lecz dwa teleskopy. Będą one jednocześnie obserwować ten sam obiekt – tak jak my naszymi oczami. Taki sposób prowadzenia obserwacji daje obrazy znacznie dokładniejsze niż pojedynczy instrument. Teleskop SIM będzie mógł wykrywać obecność planet typu ziemskiego na podstawie wspomnianego już chwiania się gwiazd. Nie sądzę jednak, by był w stanie bezpośrednio uzyskiwać obrazy takich planet. To będzie wyzwanie dla kolejnych misji.

Obrazowo mówiąc, gdybyśmy potrafili przenieść największe ziemskie teleskopy poza atmosferę, byłyby w stanie dostrzec obrazy drugiej Ziemi już teraz. Na to musimy poczekać zapewne 10–15 lat, kiedy na orbitę trafi instrument przynajmniej 10-metrowej średnicy. Jest to jednak przedsięwzięcie kosztowne, na które musiałyby się złożyć Stany Zjednoczone, Japonia, Chiny i Unia Europejska. Oceniam, że tak wielki teleskop kosztowałby nawet 10 mld euro.

Czy możliwe jest istnienie życia w środowisku diametralnie różnym od ziemskiego?

Wyobraźnia podpowiada nam rozmaite scenariusze, których wyrazem są liczne książki i filmy science fiction. Uważam jednak, że życie w kosmosie nie jest tak powszechne, jak myślą ich autorzy. Podejrzewam, że związki węgla stanowią jedyny sensowny budulec organizmów żywych. Powołanie do istnienia nawet najprostszych organizmów to wielce skomplikowany proces, wymagający szczególnych warunków. Liczba znanych nam związków węgla jest ponad 10 razy większa niż wszystkich innych związków chemicznych. Mój pogląd, że życie oparte jest na węglu, brzmi może trochę staroświecko i – prawdę mówiąc – byłbym szczęśliwy, gdybym się mylił, ale na razie nic nie przekonało mnie do jego zmiany. Inną kwestią jest natomiast pytanie: jak bardzo rozpowszechnione może być we Wszechświecie takie życie?

Może pan wyobrazić sobie ten moment, w którym prezenter wiadomości ogłasza, że odkryto obcych?

Jeżeli doszłoby do tego, to najpewniej dzięki sygnałowi od obcej cywilizacji, bardziej rozwiniętej od naszej. Wiele dałbym, by poznać ich bliżej. Taka wiadomość wywołałaby zapewne niepokój u wielu z nas. Nie wiedzielibyśmy, co może nas spotkać z ich strony. Z pewnością musielibyśmy opracować racjonalny plan zachowania wobec obcych i zaprezentować się jako dojrzała społeczność planety Ziemia. Musielibyśmy przemówić jednym głosem w imieniu całej ludzkości, a zarazem pokazać całą jej różnorodność. Byłoby to największe wyzwanie dla międzynarodowych organizacji politycznych i najważniejszy test na naszą inteligencję.

Nie obawia się pan powtórki ze scenariusza znanego z historii naszej cywilizacji, według którego społeczeństwa mające przewagę po prostu unicestwiały słabszych? Tak stało się np. z Indianami i Aborygenami podczas podboju obu Ameryk i Australii przez Europejczyków.

Nie sądzę. Podejrzewałbym raczej, iż jesteśmy pod dyskretną obserwacją innej cywilizacji. Jeśli przyjmiemy, że czas wojen i wszelkich kryzysów oni mają już za sobą, można wysnuć optymistyczny wniosek, iż taka ścieżka postępu jest im obca. Oznaczałoby to, że Ziemia jest czymś w rodzaju kosmicznego rezerwatu i pozostanie nim tak długo, dopóki nie uznają, że jesteśmy gotowi na przyjęcie wiadomości o ich istnieniu. Gdyby nam dali znać o sobie, byłby to rodzaj świadectwa dojrzałości wystawionego Ziemianom razem z zaproszeniem do świadomego uczestnictwa w galaktycznej społeczności.

Źródło: onet.pl

19:10, blade221
Link Dodaj komentarz »
Dziwny obiekt w Google Earth
http://www.liewcf.com/blog/wp-images/google-map-ufo.jpg Czyżby UFO? 
18:28, blade221
Link Dodaj komentarz »
OOBE
OOBE według encyklopedii Wikipedia:

OOBE (lub OBE) (ang. out of body experience) - dosłownie: doświadczenie poza ciałem. Objawia się wrażeniem czasowego opuszczenia i egzystowania niezależnie od swego fizycznego ciała. W OOBE ma się wrażenie poruszania się, dokonywania obserwacji i komunikowania z innymi istotami inteligentnymi podczas gdy ciało osoby podlegającej temu wrażeniu jest rozluźnione lub śpi.
18:25, blade221
Link Dodaj komentarz »
Doniesienia

W maju 2007 seria doniesień dotyczących chupacabry pojawiła się w ogólnopaństwowych serwisach informacyjnych w Kolumbii. Mówiły one o ponad 300 zabitych owcach w regionie Boyaca, jak również o schwytaniu dziwnego zwierzęcia, które miało być poddane badaniom naukowym w wykonaniu ekspertów z kolumbijskiego Universidad Nacional[27].

8 sierpnia 2008 roku zastępca szeryfa z hrabstwa DeWitt w Teksasie, Brandon Riedel, sfilmował niezidentyfikowane zwierzę na poboczu drogi niedaleko Cuero. Stworzenie było rozmiarów kojota, bezwłose, z długim pyskiem, krótkimi przednimi i długimi tylnymi nogami[28][29]. Jednak zdaniem Scotta Henke z Texas A&M University-Kingsville, film przedstawia biegnącego psa[30].

16:48, blade221
Link Dodaj komentarz »
Voodoo
Voodoo to ludowa religia Haiti, powstała w Afryce i zawierająca wiele elementów rzymskokatolickich, karaibskoindiańskich i miejscowych – haitańskich. Korzenie Voodoo zwanego także Vodoun, Vodun i Sevi Lwa sięgają dawnej afrykańskiej krainy Dahomej. Na terenie obecnej Nigerii, Togo i Beninu żyły plemiona Joruba, Kongo i Fou. Stamtąd na początku XVIII w. brytyjscy kolonizatorzy pozyskiwali niewolników do pracy na Haiti. Zmuszani do porzucenia własnej religii i przyjęcia wiary katolickiej, potomkowie afrykańskich plemion uprawiali dawne obrzędy po kryjomu. Z mieszaniny tych dwóch odległych od siebie religii powstało Voodoo. Słowo to w jednym z afrykańskich narzeczy oznacza ducha.

Nie narażając się na popełnienie błędu, voodoo można nazwać religią, ponieważ zajmuje się ono problematyką stworzenia, bogów, śmierci oraz nieśmiertelności, a także zawiera rytualne zasady postępowania podczas wszystkich ważniejszych wydarzeń w życiu człowieka, takich jak małżeństwo, narodziny, choroba i wyświęcanie houganów – duchowych voodoo. Prawie wszyscy Haitańczycy mają przynajmniej sentymentalne przywiązanie do pewnych aspektów legendy, która narosła wokół voodoo, ale pełna praktyka kultu jest tym, co oddziela ostro masy ludowe, mówiące po kreolsku, od wykształconej, francuskojęzycznej elity.

Większość pierwotnych bóstw ma pochodzenie czysto afrykańskie. Istnieją setki LOA, zarówno dobrych, jak i złych, są Loa Rada - te, które istniały pierwotnie w religii plemion afrykańskich i Loa Petro - te, które zostały dodane później, przy czym każdy z nich posiada własne miejsce stałego przebywania, na przykład pod wodą, wśród węży, drzew lub ognia. Ich potęga została im nadana przez Wielkiego Mistrza –Bon Dieu o imieniu Olorun, najwyższego boga, który osądza wszystkie istoty, w tym ludzi, i rozdziela swoje łaski zgodnie z własną nieprzymuszoną wolą. Loa są jego pośrednikami i podwładnymi.
Integralną częścią wielu rytuałów voodoo jest opętanie przez jednego z loa. Typowa ceremonia, odprawiana jest w sobotę wieczorem w HOUMFORZE, czyli świątyni voodoo, której centralny punkt zajmuje poteau - mitan, miejsce skąd Bóg i duchy przemawiają do ludzi. Ołtarz otoczony jest płonącymi świecami, obrazami chrześcijańskich świętych oraz symbolicznymi przedmiotami związanymi z Loa. Ceremonię rozpoczyna houngan od wygłoszenia dziwacznej mieszanki modlitw katolickich i voodoo. Tuż przed głównym obrzędem odbywa się uczta, po której uczestnicy tworzą veve. Jest to wzór z mąki sypanej na podłodze, symbol czczonego podczas ceremonii bóstwa. Ukoronowaniem jest opętanie przez loa, które następuje po złożeniu ofiar z pożywienia i ze zwierząt (wrr..) Wszystko to dzieje się przy akompaniamencie tańca, śpiewu, intonacji chóralnej tekstów religijnych i monotonnego uderzania w bębny. Trwa ono do momentu, w którym jeden z tancerzy (zazwyczaj hounsis) upada. Oznacza to, że w jego ciało wszedł Loa, który od tej pory będzie przez niego przemawiał. Wybraniec jest  do końca ceremonii traktowany z szacunkiem i poważaniem. Według niektórych opisów, podczas tych obrzędów praktykowane są także stosunki seksualne..
Loa może opętać houngana, mambo (kapłankę), a nawet jednego z prostych wyznawców, w którym to wypadku mówi się, że duch „wsiada na konia”.
Podczas transu, który zazwyczaj rozpoczyna się od krzyku, drżenia ciała oraz konwulsji, opętany osobnik włada nadzwyczajną wiedzą na temat kwestii przyszłych i  przeszłych. On lub ona może przyjąć głos, gesty, a nawet ogólny wygląd zewnętrzny, charakterystyczny dla mieszkającego w nim boga.
Loa ma moc narzucenia swej woli opętanemu – może zmusić go do kłamstwa, kradzieży, uderzenia lub pieszczenia innej osoby, przy czym osoba opętana nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to działanie.

W obrębie voodoo utrzymuje się także tradycja osobistej magii, działającej poprzez napoje i zaklęcia, które mogą leczyć choroby psychiczne, przywoływać zmarłych z powrotem jako zombie, upośledzać lub wzmagać osobiste szczęście danej osoby, wywoływać namiętną miłość, odpędzać wilkołaki lub powodować natychmiastowa śmierć wroga.
Tym , co wyróżnia voodoo spośród wielu innych karaibskich wierzeń, jest fakt, iż kult ten zdaje się być najmocniej powiązany z ciemną strona natury ludzkiej. Bardzo wyraźnie jest to widoczne w kulcie jednego z Loa - bóstwa Petro. Jest to zły, groźny i mściwy duch, obdarzony potężną mocą. Pomaga tylko tym, którzy obiecają mu, że po spełnieniu prośby będą mu wiernie służyć. Ludzi nie dotrzymujących obietnicy spotyka zwykle okrutna zemsta. Loa Petro wzywa się wtedy, gdy chce się za pomocą czarnej magii sprowadzić na kogoś nieszczęście. W zamian trzeba zazwyczaj złożyć ofiarę z jakiegoś zwierzęcia, świni, kozy, byka, a czasem nawet ludzkiego ciała. Wygrzebanego z grobu. Bywa jednak i tak, że w ofierze składa się żywych ludzi. Całkiem niedawno, bo we wrześniu 1994 roku, na krótko przed inwazją USA na Haiti, w kwaterze głównej rządzącej junty wojskowej odbywały się trzydniowe obrzędy voodoo, podczas których sprawujący władzę nad krajem prosili złe duchy aby zapobiegły inwazji Amerykanów. Podobno w trakcie ceremonii złożono w ofierze trzynastu ludzi, w tym młodą ciężarną kobietę. Być może to tylko zbieg okoliczności, ale w październiku 1994 roku trzech amerykańskich żołnierzy popełniło tajemnicze, niczym nie uzasadnione samobójstwa. Jeden z nich Geraldo Luciano, strzelił sobie w głowę podczas gry w karty, i to wtedy, gdy zaczął wygrywać..

Ze wszystkich tajemnic związanych z voodoo najwięcej kontrowersji budzi tak zwane zaklęcie śmierci.. Wielu lekarzy, na przykład Theodore X. Barber z Bostońskiej Akademii Medycznej, twierdzi, że nie istnieją bezpośrednie dowody, oparte na rzeczywistych obserwacjach, aby czyjaś śmierć została wywołana kiedykolwiek bezpośrednio przez magię. Jak pisze Barber, niektóre przypadki śmierci, spowodowanej rzekomo przez voodoo, zostały w rzeczywistości wywołane przez truciznę lub chorobę, podczas gdy w innych wypadkach wydaje się, że ofiara, wierząc głęboko, iż nie istnieje sposób uchronienia się od śmierci, odmawiała przyjmowania pokarmów lub płynów i w końcu umierała z głodu lub pragnienia.
Jednak dowody antropologiczne, zebrane przez wiele szanowanych towarzystw naukowych, sugerują, iż ofiary, które bardzo mocno wierzą w skuteczność zaklęcia, a które dodatkowo zostają momentalnie pozbawione zaufania i społecznego wsparcia sąsiadów oraz znajomych, mogą naprawdę umrzeć ze strachu.. Stała nadmierna aktywność sympatycznego układu nerwowego, prowadząca między innymi do gwałtownego przyśpieszenia pulsu i oddechu, połączona z niedostatkiem pożywienia i wody, może bardzo szybko zabić ofiarę.

Praktyka wbijania igieł w lalki przedstawiające przyszłą ofiarę nie pełni tak ważnej roli w rytuale voodoo, jak to powszechnie przyjmowane jest w naszym kręgu kulturowym. Dowodzi tego chociażby prawie całkowity brak wzmianek o takim postępowaniu w poważnej literaturze na temat voodoo. Zwyczaj ten mógł po prostu zostać wykształcony przez murzyńskich niewolników jako próba uwolnienia się od frustracji, wywołanej własną bezsilnością wobec okrutnych panów.. Według wierzeń lalkę powinien przygotowywać czarownik rzucający złe uroki. Trzeba robić ją z przedmiotów, które przynajmniej częściowo zachowały wibracje przeciwnika - na przykład krawat lub włosy. Wnętrze Wangi wypełnia się watą albo słomą, które następnie ubija się dobrze i miesza z organicznymi substancjami pochodzącymi od przeciwnika (włosy paznokcie, ślina, odchody ...). Można również złożyć w ofierze jakieś stworzenie i świeżą krwią nasączyć wnętrze lalki. Wangę należy zszywać wyłącznie białą bawełnianą nicią. Gdy lalka jest już skończona, należy nadać jej właściwą niszczycielską moc - czarownik w myśli koncentruje na niej obraz osoby, której chce zaszkodzić, powoli powtarzając jej imię. Gdy lalka zostanie już odpowiednio przygotowana, czarownik może wbijać w nią szpilki, igły lub małe gwoździki. Jest dokładnie 9 miejsc, w które należy uderzyć - czaszka, serce, oba stawy ramion, oba kolana, obie ręce i brzuch. Można również udusić przeciwnika owijając szyję Wangi czarną nicią wypruwaną ze snującej się tkaniny.. Jednakże siła lalek jest kwestią sporną w świecie religioznawców. Nie ma żadnych dowodów na jej niszczycielską moc..

W kraju, w którym kapłani pełnią jednocześnie funkcję lokalnego wymiaru sprawiedliwości, i w którym mordy polityczne i niesprawiedliwe wyroki sądów są na porządku dziennym, trudno jest z całą pewnością wykluczyć możliwość składania ofiar z ludzi. Nie ma natomiast wątpliwości, że w wielu sektach wywodzących się z głównego pnia voodoo praktykuję się czarną magię. Sekty te działają w ścisłej tajemnicy, a wyznawcy głównego nurtu voodoo zdecydowanie się od nich odżegnują. Może w istocie diabeł wcale nie jest taki straszny jak go malują.. choć do przyjemnych również nie należy
Źródło: http://ciemna-strona-dnia.blog.onet.pl
16:42, blade221
Link Dodaj komentarz »
Gdzie szukać pomocy dla ofiar sekt.
Oto kilka przydatnych adresów dla ofiar sekt lub ich rodzin
WARSZAWA

Dominikański Ośrodek Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych - Warszawa, ul. Dominikańska 2, tel. 0/22 843-62-11;

Ruch Obrony Rodziny i Jednostki - Warszawa, ul. Konopczyńskiego 4, tel. 0/22 827-89-67.

Telefon zaufania dla osób zagrożonych przez sekty 0/22 853-52-22

SZCZECIN

Klasztor Ojców Dominikanów

ul. Ofiar Katynia 1, tel. 423253 wew. 132

16:36, blade221
Link Dodaj komentarz »
Chupacabra
Pewnie wielu z was słyszało o tym stworzeniu... spróbuje przybliżyć wam pewną charakterystykę oraz kilka fotografii...Chupacabra (/tʃupa'kabɾa/ hiszp. El Chupacabra, również chupacabras – dosł. wysysacz kóz, z hiszp. chupar – ssać, la cabra – koza) – legendarne południowoamerykańskie zwierzę, obiekt badań kryptozoologii, którego istnienia nie udało się wiarygodnie potwierdzić. Jej rzekome występowanie powiązane jest z Portoryko (skąd pochodzą pierwsze informacje o tym zjawisku), Meksykiem i południowymi stanami USA. Nazwa rzekomego zwierzęcia wzięła się stąd, iż ma ono napadać na zwierzęta domowe i wysysać z nich krew. Opisy stworzenia znacznie różnią się od siebie. Pierwsze relacje z rzekomych spotkań pochodzą z 1990 roku z Portoryko, od tego czasu chupacabra miała być spotykana najdalej na północ w Maine i najdalej na południe w Chile. Pomimo że wiele osób twierdzi, iż chupacabra może być rzeczywiście istniejącym zwierzęciem, większość naukowców uważa ją za legendarne stworzenie, rodzaj miejskiej legendy. Opisywana jest przez rzekomych świadków jako duże i ciężkie zwierzę, wielkości małego niedźwiedzia, wyposażone w szereg kolców na grzbiecie, ciągnący się od szyi aż do nasady ogona. Według innych zeznań, zwierzę to jest nienaturalnie szybkie i potrafi przeskoczyć drzewo. Kryptozoolodzy sugerują, jakoby chupacabra była nieznanym gatunkiem zwierzęcia lub kosmitą. Istnieje również teoria, że chupacabra jest domowym zwierzęciem obcych. Według świadków często jej atakom towarzyszą dziwne znaki na niebie.


   


Źródło: wikipedia.pl
16:25, blade221
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Zakładki:
My soul



{blog}

księga go�ci

 

archiwum

{archiwum}

 

linki

{linki}

Gry online
Zagłosuj katalog stron Katalog stron internetowych